Prawie 3 mln Polaków tonie w długach. Tadeusz czasem myśli, by odebrać sobie życie

80-letni Tadeusz ma do spłacenia ponad 100 tys. zł. Piotr Ikonowicz pomaga wyrwać mu się z finansowej pętli. W podobnej sytuacji znajduje się wielu Polaków, którzy padli ofiarą nieuczciwych systemów pożyczek.

  • “Wolni od długów” to nowy program Polsatu, który pokazuje sytuacje, w jakiej znalazło się wielu Polaków 

  • W kolejnych odcinkach poznajemy zadłużonych bohaterów, którzy nie są w stanie sami spłacić pożyczek 

  • Polacy zadłużają się podobnie, bez względu na standard życia 

  • Pod koniec 2020 r. 2,8 mln Polaków i Polek miało problem ze spłatą kredytów i chwilówek 

  • Chwilówki wykańczają głównie biedniejszych, którzy zaciągają tego typu pożyczki 5 razy częściej niż zamożniejsi Polacy 

  • Na co najczęściej zaciągamy pożyczki lub kredyty?

Pan Tadeusz Żarko mieszka na warszawskim Bródnie. Ma około 80 lat. Jakiś czas temu pożegnał żonę, zmarła na raka. A on został z długami, które zaciągnął na jej leczenie. Ma do spłacenia ponad 100 tys. złotych. Niedomaga mu noga, nie może pracować. Miesięcznie dostaje około 2300 zł emerytury. Po spłaceniu rachunków i części zadłużenia na miesiąc zostaje mu nie więcej niż 560 zł. A zobowiązania od lat zamiast maleć, rosną. Długi śnią mu się po nocach, czasami myśli, żeby odebrać sobie życie.

Ikonowicz pomaga ofiarom chwilówek

Tak zaczyna się pierwszy odcinek programu „Wolni od długów”, interwencyjno-dokumentalnego formatu emitowanego na Polsacie. Założenia są proste: uczciwy bohater, życiowe tarapaty, zagubienie w skomplikowanym systemie oraz chciwość firm, które za nic mają losy konkretnego człowieka. W tej trudnej sytuacji pojawia się Piotr Ikonowicz, zasłużony lewicowy działacz, który próbuje pomóc poszkodowanym przez chwilówki. Jego diagnoza jest prosta: są ludzie, których naiwność lub ciężką sytuację (albo jedno i drugie), system wykorzystuje w sposób absolutnie bezduszny. Niestety, trudno się z tą obserwacją nie zgodzić.

Nie wszyscy tak samo spłacają długi

W 2020 r. CBOS przeanalizował również jak wygląda spłata długów biorąc pod lupę subiektywne deklaracje na temat sytuacji materialnej gospodarstw domowych. Badacze wyróżnili trzy grupy gospodarstw domowych: te, których członkom wiedzie się bardzo biednie lub skromnie, te, gdzie wiedzie się średnio i te, gdzie żyje się dobrze lub bardzo dobrze. Co ciekawe ogólne zadłużenie było zbliżone w każdej grupie. Odpowiednio było to: 36 proc., 40 proc. oraz 36 proc.

Jednak o ile gospodarstwa domowe, którym żyło się dobrze lub bardzo dobrze nie miały problemów ze spłatą długów (tak twierdzą respondenci), wśród gospodarstw, którym wiodło się średnio odsetek tych, które miały kłopot ze spłatą wynosił 1 proc., tak już 9 proc. rodzin żyjących bardzo biednie lub skromnie miało problem ze spłatą zaciągniętych kredytów lub pożyczek.

Pożyczki dla biednych

Rozróżnienie między kredytem, a pożyczką jest bardzo istotne. Ten pierwszy może zostać udzielony tylko przez instytucję bankową. Pożyczek natomiast udzielają firmy, które nie są bankami. To oznacza, że nie dotyczy ich część regulacji, które wiążą banki. Jednym z efektów takiego stanu rzeczy jest to, że chwilówki (to właśnie one stanowią większość pożyczek) mogą być horrendalnie oprocentowane. Instytucje udzielające pożyczek albo świadomie wprowadzają w błąd swoich klientów, albo instytucje udzielające pożyczek wiedzą, że są oni gorzej wykształceni, a przez to mają mniejsze szanse na zrozumienie warunków umów. Są po prostu bardziej bezbronni wobec nachalnego marketingu, a później również wobec pętli kredytowych, w które wpadają.

Według CBOS jedynie 4 proc. respondentów, którzy twierdzą, że żyje im się dobrze lub bardzo dobrze jest zadłużonych w „innych instytucjach udzielających kredytów, poza bankami”. Owe „inne instytucje” to najczęściej właśnie firmy spod znaku chwilówek. W przypadku zadłużonych osób, które żyją bardzo biednie lub skromnie odsetek ten wynosi aż 19 proc.. Niemal 5 razy więcej niż w przypadku osób zamożnych!

Piotr Ikonowicz w programie „Wolni od długów” pomaga wyjść z zadłużenia

Jak się zadłużamy?

Jedną z takich, żyjących skromnie osób wydaje się być właśnie pan Tadeusz Żarko z programu „Wolni od długów”. Nie znamy całej historii, która stała za jego zobowiązaniami, ale dowiadujemy się, że wraz z żoną wydawali pożyczone pieniądze na leczenie. Być może były to hochsztaplerskie terapie czy kosztujące krocie pseudo-medykamenty, które nie miały prawa działać. Przez to zaczęły się ich kłopoty ze spłatą pożyczek. Pan Tadeusz brał kolejne pożyczki, żeby pokrywać zaległe raty. To właśnie sedno pętli kredytowej. 

W 2018 r. Krajowy Rejestr Długów zlecił sporządzenie raportu, który odpowiedziałby na pytanie dlaczego i na co zadłużają się Polacy. 44 proc. respondentów odpowiedziało, że pożyczka lub kredyt była im potrzebna, ponieważ zakup, którego chcieli dokonać był po prostu zbyt duży, by dokonali go za gotówkę. Chwilowe problemy finansowe były powodem zaciągnięcia długów dla kolejnych 29 proc. pytanych. Nieprzewidziane wydatki skłoniły do pożyczki (lub kredytu) 27 proc. respondentów. Kolejne 13 proc. uważało, że pożyczka lub kredyt były bardziej opłacalne niż zakup za gotówkę (sic!). Dopiero na ostatnich dwóch miejscach znalazły się takie kategorie jak „brak pieniędzy na podstawowe potrzeby” (10 proc.) czy „wydaję więcej niż zarabiam” (5 proc.).

Na samej górze „kredytowych powodów” znajdują się zakupy sprzętu AGD i RTV (43 proc. respondentów). Dalej znajduje się remont (31 proc.), samochód (28 proc.), zakup mieszkania (16 proc.). Na piątym miejscu pojawia się coś, co dla nas jest najbardziej interesujące: 11 proc. pytanych twierdziła, że zadłuża się aby… spłacić długi. 10 proc. (aż 10 proc.!) bierze pożyczki na czynsz, 8 proc. na codzienny wydatki. Tyle samo zadłuża się na wakacje.

13 proc. zadłużonych twierdziło, że wzięło pożyczkę-chwilówkę. Przypomnijmy – właśnie one są najbardziej niebezpieczne jeśli chodzi o potencjał zaciskania nam na szyi kredytowej pętli.

Dlaczego nie spłacamy długów?

A co według opracowania KRD było przyczyną niespłacania długów? Dla 32 proc. badanych było to pojawienie się wydatków, które nie były wcześniej planowane. Niestety, wciąż wiele osób nie uwzględnia w domowym budżecie nieplanowanych wydatków, które przecież pojawiają się niemal co miesiąc. Utrata pracy lub zmniejszenie dochodu dotyczyło 24 proc. osób, które miały problem ze spłatą należności. 17 proc. osób po prostu „za dużo wydało”. Kolejne 17 proc. myślało, że… jakoś to będzie. 

Ci, którzy zdecydowali się na chwilówki i mają problemy z ich spłaceniem są często nękani ponagleniami wysyłanymi przez firmy, które ich udzieliły. Marcin Iwuć na blogu „Finanse bardzo osobiste” opisuje, w jaki sposób wygląda procedura ścigania osób, które zalegają ze spłatą tego typu długów. Pożyczkobiorcy dostają SMS-y ze specjalnie zredagowanymi ponagleniami. „OSTATNI CZAS aby uniknąć problemu z POLICJĄ! wpłać DZIŚ 50 proc. swojego długu a resztę umorzymy i wycofamy zawiadomienie – spiesz się!”, „Informuję, że od dziś rozpoczyna się wywiad POLICJI w okolicach z powodu braku spłaty.”, „DZIŚ policja odwiedzać będzie twoją okolicę w celu uzyskania informacji do sądu – wpłać jeśli chcesz uniknąć!” – tak brzmi wiele z tych wiadomości. Taka presja sprzyja dalszemu zadłużaniu się. Trudno zresztą nie ulec; kto z nas zasypiałby spokojnie ze świadomością, że za chwilę może do nas zapukać policja lub nie uległby pokusie umorzenia połowy długu.

Nierówne siły

Zapewne część z was może pomyśleć, że przecież dłużnicy sami podejmują decyzję o zadłużeniu się. Oczywiście, że poza granicznymi sytuacjami, o których była wyżej mowa, nikt nikogo nie zmusza do brania chwilówki. Jednak mówienie o jakiejś równowadze między klientem firmą pożyczkową, a jej klientem to nieporozumienie.

Począwszy od kampanii marketingowych, przez uczynne „doradztwo” pożyczkowe, aż po sieć odsprzedawania długów – cały system jest tworzony tak, aby jak najskuteczniej pozyskiwać jak największą liczbę możliwie bezbronnych klientów. Nad takimi systemami pracują zespoły ludzi składające się z specjalistów od marketingu, manipulacji i prawników, których celem jest zabezpieczenie interesów instytucji pożyczkowych, a nie ich klientów.

Tak, część osób, które biorą na siebie długi, to ludzie, którzy po prostu chcą doszlusować prestiżowo do reszty społeczeństwa. Spora część z nich jednak nie zdaje sobie sprawy ze wszystkich pułapek zastawianych na nich przez system pożyczkowy. W końcu chyba nikt, kto bierze pożyczkę nie zamierza chce popaść w spiralę zadłużenia.

Niespłacalne zobowiązania

Piotr Ikonowicz w programie mówił o tym, że osoby, które toną w długach łatwo jest oceniać. Tymczasem nierzadko są to ludzie, którym po prostu powinęła się noga, osoby, które nie zdają sobie sprawy z meandrów systemu pożyczkowo-kredytowego. Tę niewiedzę skwapliwie wykorzystują firmy-naciągacze, które oferują rzeczywistą roczną stopę oprocentowania na poziomie kilkudziesięciu, a nierzadko i ponad 100 proc. Takie zobowiązanie jest praktycznie niespłacalne, o czym doskonale wiedzą firmy oferujące takie produkty. Często są jednak nastawione na to, by „wyssać” możliwie jak najwięcej z zestresowanego, zdezorientowanego klienta. To część ich modelu biznesowego.

Jednym z takich klientów był właśnie pan Tadeusz. Z programu można wnosić, że nie do końca rozumiał on różnicę między wierzycielem a komornikiem (ten pierwszy decyduje w jaki sposób wyegzekwować należność, a ten drugi wykonuje tę decyzję). Jednak, kiedy doszło do negocjacji między komornikiem a Ikonowiczem, okazało się, że system księgowy „się pomylił” i naliczał odsetki według wzoru, który nie powinien pana Tadeusza obowiązywać. Po negocjacjach dług pana Tadeusza Żarki automatycznie zmalał o kilkadziesiąt tysięcy zł. Niestety, rzadko okazuje się, że system myli się na korzyć dłużnika, zazwyczaj jest odwrotnie.

Polscy dłużnicy

Co pocieszające – zadłużamy się coraz mniej. Według badania CBOS w marcu 2020 r. 62 proc. gospodarstw nie miało żadnych długów. 36 proc. respondentów twierdziło, że ich gospodarstwo domowe miało zaciągnięte długi, ale spłacało je regularnie, natomiast 2 proc. miało długi i problem z ich spłacaniem. Od 2010 r. wyraźnie spada odsetek osób, które deklarują, że ich gospodarstwa domowe mają problem ze spłatą należności. 11 lat temu problem z długami deklarowało 7 proc. badanych. To aż 3,5 razy więcej niż obecnie! Wówczas na dużą liczbę dłużników mających problemy ze spłatą wpłynął kryzys finansowy z 2008 r. Wtedy więcej ludzi zaczęło sięgać po pożyczki.

Jak jest teraz? Według raportu BIG InfoMonitor pod koniec 2020 r. 2,8 mln Polaków i Polek miało problem ze spłatą kredytów i chwilówek. Łączna wartość zobowiązań to ponad 81 mld zł. Jednak pomimo pandemicznego kryzysu, samych osób niespłacających długi względem roku poprzedniego przybyło niewiele – zaledwie nieco ponad 8 tys.

  • Źródło:noizz.pl

 

O Ryszard Zieliński

E-mail: ryszard.zielinski@sledcza24.tv Telefon: +48 534 890 426

Zobacz także!

Lokator nie płaci za najem, ale eksmitować go nie można. „Epidemia daje poczucie bezkarności”

Ministerstwo Sprawiedliwości nie zmierza interweniować w sprawie obowiązujących od marca 2020 przepisów zakazujących eksmisji. Na …

WPADŁ NA OSZUSTWIE, CHOĆ OFICJALNIE ZMARŁ JUŻ ROK TEMU

Śródmiejscy kryminalni zatrzymali mężczyznę podejrzanego o oszustwo. 44-latek na podstawie podrobionych dokumentów próbował sprzedać mieszkanie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *