Nabici w bu…ngalow


Kusili słoneczną Chorwacją i dynamicznym rozwojem tego adriatyckiego kraju. Jak inwestować to tylko Chorwacja, jak odpoczywać to tylko Chorwacja, jak wyciągać pieniądze od inwestorów- to już Polska.

Niby nic, a tak to się zaczęło…

Spółka bungalow została założona w 2015r. za sterami firmy zasiadła Magdalena Bryja (oficjalna informacja KRS). W spółce pojawił się również Robert Walicki- persona znana w środowisku finansistów (niekoniecznie z dobrej strony). Do załogi „statku” dołączył również osobisty małżonek Pani prezes Paweł Bryja. Założył czapkę kapitana, ale usiadł na drugim fotelu- czy da się sterować statkiem z drugiego fotela? No pewnie, że się da- jeżeli bezpieczeństwo pasażerów (inwestorów) nie jest ważne, jeżeli los statku (spółki) nie jest ważny- to się da.

I popłynęli…

Pani Magdalena świetnie odnalazła się w roli kapitana (prezesa spółki). Najbardziej podobały się jej korzyści płynące z piastowania tej funkcji. To ona zarządzała finansami na „statku” – nie podlegając niczyjej kontroli. To ona obierała kierunek rejsu, instruowana przez „męża w czapce kapitana” – a mąż doświadczony wilk morski…

Sztuki pływania uczył się przecież od najlepszych, m.in. od Pana Roberta. A Pan Robert W. nie jednym statkiem pływał i nie jeden statek ze stoczni wypuszczał na pełne morze. Statki tonęły, ale to nie przeszkadzało Panu Robertowi w poszukiwaniu nowych pasażerów (inwestorów), którzy kuszeni pięknymi widokami (duży zarobek na inwestycjach) wsiadali na kolejny statek wypuszczony ze stoczni i często razem z tym statkiem trafiali na dno.

Zejdźmy na ląd. A po co? Bo na morzu nie ma bankomatów- zażartował drugi kapitan i wysłał majtka, żeby odnalazł bankomat i wypłacił, ile się da. A ile się dało? Dało się dużo, bo miesięcznie na odpowiednio skonfigurowanych kontach pojawiały wypłaty rzędu kilkuset tysięcy złotych- i tak co miesiąc statek przybijał do portu, a majtek co sił w nogach pędził do bankomatów.

Mało-krzyknął mąż Pani kapitan. Czego mało? -zapytała zaniepokojona sterniczka.

Żono kochana, dukatów mamy mało. Dobrze, zatem mężu ogłaszam zbiórkę wśród pasażerów (inwestorów). Zebrane pieniądze trafią do okrętowego skarbca.

Jak postanowili, tak zrobili- pieniądze od pasażerów trafiły do skarbca.

Drugi kapitan podrapał się po głowie i rzekł: czasy niepewne, morze coraz bardziej wzburzone- zebrane pieniądze będą bezpieczne tylko w naszym skarbcu na lądzie. Mężu, ale załoga zauważy, że zabieramy pieniądze ze skarbca okrętowego. Magdaleno- kocham Cię za tą Twoją spostrzegawczość. Masz racje, nie możemy zabrać pieniędzy ze skarbca- my te pieniądze pożyczymy.

Jak powiedzieli tak zrobili.

Statek przybił do brzegu… . W sumie ze skarbca Pani kapitan „pożyczyła” sobie 2 800 000 (dwa miliony osiemset złotych).

Co było dalej? Czy Pani kapitan ze swoim mężem wrócili na statek? Czy zwrócili „pożyczone” pieniądze do skarbca? Jaki los spotkał pasażerów? Dowiecie się już w najbliższym czasie.

Zbieżność osób i nazwisk może być przypadkowa.

—-

W związku uzasadnionym interesem społecznym opublikowano imiona i nazwiska osób, które mogą być powiązane z w/w spółką .

Zostaw komentarz