Morderstwo w hostelu w Lublinie. Była szefowa Bractwa im. św. Alberta oskarżona o zabójstwo syna

Kara dożywocia grozi Monice S., byłej szefowej Bractwa im. św. Alberta w Lublinie, która przed rokiem w hostelu w centrum Lublina zamordowała swojego 10-letniego syna.

Do zabójstwa doszło pod koniec zeszłego roku w hostelu w samym centrum Lublina.

Morderstwo w hostelu. Prokurator: Zadzierzgnęła ręcznik na szyi dziecka

Zwłoki dziecka odkryła następnego dnia obsługa obiektu. 10-letni Filip leżał przykryty kocem. Trzy dni wcześniej wtedy 38-letnia Monika S. zameldowała się wraz z synem w hostelu.

– Używając ręcznika, który zadzierzgnęła na szyi dziecka oraz unieruchamiając własnym ciałem klatkę piersiową, spowodowała liczne obrażenia, co skutkowało zgonem chłopca przez uduszenie – opowiada rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka.

Kobieta tuż po dokonaniu zabójstwa opuściła hostel. Obsługę poinformowała, że wróci tam po kilku godzinach. Monika S. od początku była główną podejrzaną. Została zatrzymana następnego dnia, kiedy planowała wyjazd do Puław. Zeznała, że tam planowała samobójstwo.

Prokurator Kępka: – Monika S. składała wyjaśnienia, w których dość szczegółowo opisała przebieg zdarzeń, które doprowadziły do zabójstwa. W trakcie śledztwa została wywołana opinia biegłych lekarzy psychiatrów i biegłego psychologa, którzy uznali, że oskarżona nie miała zarówno zniesionej ani ograniczonej poczytalności w chwili dokonania przestępstwa.

Kobieta przyznała się do zabójstwa dziecka. Grozi jej dożywocie. Jej sprawę rozstrzygnie Sąd Okręgowy w Lublinie.

Morderstwo w hostelu. Kariera Moniki S. w Bractwie im. św. Alberta

39-letnia Monika S. pochodzi spod Lublina. Przez kilka lat była szefową Bractwa im. św. Alberta. W Lublinie stowarzyszenie to prawdziwa instytucja. Prowadzi jadłodajnię przy ul. Zielonej w Lublinie, gdzie wydawane są bezpłatne posiłki osobom bezdomnym, organizuje wigilie i śniadania wielkanocne dla potrzebujących, gdzie co roku spotyka się po kilkaset osób. Bractwo to także schronisko dla bezdomnych przy ul. Dolnej Panny Marii w Lublinie i ośrodek aktywizacji społecznej w podlubelskich Bystrzejowicach Trzecich.

Monika S. trafiła do Bractwa im. św. Alberta przed kilkunastu laty i szybko zaczęła robić karierę. W końcu trafiła do zarządu bractwa, a potem została prezesem stowarzyszenia. Brylowała na salonach. W sieci bez trudu można znaleźć zdjęcia z gali zorganizowanej w listopadzie 2017 r. w Sali Wystawowej Galerii Malarstwa Polskiego na Zamku Lubelskim, kiedy otrzymała w imieniu bractwa z rąk prezydenta Krzysztofa Żuka Medal 700-lecia Lokacji Lublina.

Medal otrzymała w listopadzie 2017 r. Jednak już trzy miesiące później Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ wszczęła śledztwo w sprawie bractwa. Doniesienie złożyła jedna z pracownic, która zwróciła uwagę na finansowe niefrasobliwości w papierach księgowych. Jako winowajczynię wskazywała wprost panią prezes, ale też dwie pracownice z jej najbliższego otoczenia.

Rozpoczęło się śledztwo i przesłuchania. W efekcie Monika S. w listopadzie 2018 r. trafiła do aresztu pod zarzutem wyprowadzania pieniędzy z kont bractwa i przywłaszczania zapomóg dla bezdomnych. Suma robiła duże wrażenie. Chodziło o co najmniej 220 tys. zł, które wyparowały z konta stowarzyszenia w latach 2016-2018.

Zarzuty w tej sprawie usłyszały także współpracownice pani prezes ze stowarzyszenia, ale one nie zostały aresztowane. Okazało się, że większość przywłaszczonych pieniędzy bractwa trafiała wprost na prywatne konto Moniki S.

Kobieta została oskarżona o malwersacje przed trzema miesiącami. Wkrótce ma ruszyć jej proces w tej sprawie.

Morderstwo w hostelu. Często zmieniała miejsca pobytu. Mówiła, że jest świadkiem koronnym

W 2019 r. Monika S. po wpłaceniu poręczenia majątkowego opuściła areszt. Zaczęła jeździć z mężem i synem do różnych hoteli i pensjonatów, gdzie spędzała po kilka dni. Mężowi tłumaczyła, że jest policyjnym świadkiem koronnym i musi często zmieniać miejsce pobytu.

Po koniec listopada zeszłego roku wyjechała jedynie z synem, bo mąż musiał zostać w miejscu zamieszkania. Wtedy doszło do tragedii.

O Ryszard Zieliński

Zobacz także!

Wołanie o pomoc inwestora Gdyńskiej Mikrokasy

Bezsilność i bezradność to jedyne co pozostało jednemu z obligatariuszy. Próby odzyskania pieniędzy jak dotąd …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *