Bezwzględny i tajemniczy git-człowiek. „Parasol”, czyli „stary pruszkowski”, który nigdy nie poszedł na współpracę

Przez prokuratorów uznawany był za najgroźniejszego bossa mafii pruszkowskiej. „Bezwzględny, wyzuty z uczuć” – mówił o Januszu P. jego kompan, jednocześnie wspominając, jak ten po pijanemu wykupił cały towar ze sklepu, by potem rozdawać jedzenie za darmo staruszkom. Niewiele wiadomo o nim samym, znacznie więcej o jego aktywności w przestępczym półświatku. Kim jest Janusz P., pseudonim Parasol, znany jako jeden z członków zarządu Pruszkowa?

Urodził się w 1955 r. Jego ojciec był właścicielem warsztatu elektronicznego, produkował spawarki transformatorowe, o czym sam Janusz P. wspomina w książce Ewy Ornackiej i Piotra Pytlakowskiego „Nowy alfabet mafii”. Mówi tam, że to właśnie wysokie zyski z doskonale prosperującej firmy ojca były w latach 70. i 80. jego głównym źródłem utrzymania. „Nie jakieś tam napady i wymuszenia” – przekonywał, cytowany przez autorów książki. A jednak właśnie za włamania i kradzieże w ciągu tych dwóch dekad spędził w więzieniu łącznie ok. 12 lat. To było jeszcze zanim powstała słynna pruszkowska mafia, o której w latach 90. krążyły legendy. Złe legendy.

Zwykły człowiek

W internecie nie ma jego zdjęć. Nie ma barwnych opowieści o jego życiu, pikantnych szczegółów i ciekawostek. Ot zwyczajny chłopak z gangu, chociaż przecież pełnił w nim niebagatelną rolę członka zarządu. Był jednym z założycieli grupy, należał do kluczowych postaci. „Parasol” uczestniczył w większości najbardziej spektakularnych akcji Pruszkowa, prowadził też na co dzień rutynową gangsterską działalność, związaną z wymuszaniem haraczy, kradzieżami, przemytem oraz handlem spirytusem. Jednocześnie grał swoją rolę biznesmena, a potem zwyczajnego pracownika.

Janusz P. podczas wywiadu do "Alfabetu mafii"

Janusz P. podczas wywiadu do „Alfabetu mafii”

Ma wykształcenie średnie techniczne. W młodości trenował amatorsko boks i kulturystykę. W dniu wielkiej obławy na grupę pruszkowską w 2000 r. oficjalnie zatrudniony był jako zaopatrzeniowiec w drukarni, z pensją 3 tys. zł miesięcznie. Do połowy lat 90. wraz z Ryszardem Pawlikiem, ps. Krzyś dzierżawił restaurację Kaskada w Brwinowie pod Warszawą. Choć przez większość czasu pozostawał on zamknięty, wykazywał zadziwiająco wysokie obroty. Według policji był miejscem prania pieniędzy. W Kaskadzie Parasol i Krzyś organizowali dyskoteki dla młodzieży. Według autorów „Nowego alfabetu mafii” reklamowali się nawet w lokalnej prasie. Z promocyjnego zdjęcia zachęcająco uśmiechali się dwaj właściciele – gangsterzy, a hasło reklamowe brzmiało „U nas najbezpieczniej”.

Mafia pruszkowska – „produkt uboczny” transformacji ustrojowej

Końcówka lat 80., początek 90., transformacja ustrojowa, morze nowych możliwości i jednocześnie wielki chaos, dużo wszystkiego. Milicja Obywatelska przekształcona w policję i nie do końca przygotowana na pojawienie się „nowej” przestępczości. Idealne warunki do stworzenia grupy, która od teraz aż do początku XXI wieku będzie czerpała zyski z nielegalnej działalności.

Grupa powstała po 1989 r. Zaczynała od przestępczości gospodarczej (przemyt z zagranicy spirytusu i papierosów), następnie zajęła się przestępstwami kryminalnymi (napady na TIR-y, wymuszanie haraczy, obrót narkotykami, porwania, zabójstwa na zlecenie).

Gang pobierał również „opłaty licencyjne” od innych grup przestępczych z całej Polski. Lokalni bossowie z terenu kraju zyskami dzielili się z szefostwem gangu pruszkowskiego. Na samym szczycie gangu stał zarząd kolegialnie podejmujący decyzje.

Jeszcze przed powstaniem grupy pruszkowskiej Janusz P. związany był z bandą słynnego pruszkowskiego przestępcy Ireneusza P. ps. Barabasz. To jego szajka stworzyła podwaliny późniejszej mafii. Jak pisze portal online.mafia.pl, składała się głównie z brutalnych, prymitywnych przestępców, którzy zajmowali się przede wszystkim kradzieżami i włamaniami. Handlowali również walutą i prowadzili interesy na bazarach.

„Przy Barabaszu przestępczy fach, poza Parasolem, poznawały również takie pruszkowskie tuzy jak Ali czy Dziki. Ireneusz P. zginał jednak w wypadku samochodowym na początku lat 90. i w tym samym czasie nastały złote czasy dla gangu z Pruszkowa.” – czytamy na online.mafia.pl.

Chrzest bojowy w Nadarzynie

Swoistym chrztem bojowym zarówno dla mafii pruszkowskiej, jak i dla „Parasola” była strzelanina w okolicach Nadarzyna w lipcu 1990 r. W motelu George sześciu członków gangu umówiło się na spotkanie z Mirosławem P. – ich dawnym znajomym, który obecnie zamieszkiwał w RFN. Gangsterzy dwa dni wcześniej napadli na mężczyznę i zrabowali mu biżuterię oraz zmusili do podpisania aktu sprzedaży należącego do niego mercedesa. Ze względu na starą znajomość dali mu możliwość wymiany fantów na pieniądze. Wpadli wtedy w policyjną zasadzkę.

Podczas akcji „Parasol” został postrzelony przez policjanta, a po całym wydarzeniu zarówno on, jak i jego kompani zostali uniewinnieni. Wydarzenie zostało uznane za pierwszą policyjną akcję wymierzoną przeciwko przestępczości zorganizowanej. Dla Janusza P. był to też pewien przełom – od tego czasu jego autorytet wśród gangsterów znacznie wzrósł. Tak bardzo, że nawet próbowano się go pozbyć. W czerwcu 1999 r. ktoś oddał do niego kilka strzałów z pistoletu z tłumikiem. Ranny w plecy i ramię gangster dotarł taksówką do szpitala. Do dziś nie wiadomo, kto stał za tamtym zamachem.

Kolejne lata umacniały tylko ten wizerunek Janusza P., jako twardego i charakternego kryminalisty. W pewnym okresie „Parasol” był uważany przez prokuratorów za najgroźniejszego bossa Pruszkowa.

Dwadzieścia lat za więziennym murem

Wielka akcja przeciwko mafii pruszkowskiej, która rozpoczęła się jesienią 2000 r., a zakończyła wyrokami dla najważniejszych bossów gangu trzy lata później, uziemiła „Parasola” w więzieniu na prawie pięć lat. W 2003 r. został skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie na karę siedmiu lat pozbawienia wolności za założenie i kierowanie gangiem pruszkowskim. Wyrok ten został utrzymany w mocy przez sąd apelacyjny w 2004 r. a później przez Sąd Najwyższy w 2005 r. Zakład karny opuścił w 2008 r. po wpłaceniu 200 tys. zł kaucji. Do tej pory mówi się o tym, że nikt wówczas nie zwrócił uwagi na to, skąd Janusz P., człowiek o oficjalnie niemal zerowych dochodach, znalazł gotówkę na ten cel.

Warszawa, maj 2003 r. Sąd ogłasza wyrok w sprawie przywódców gangu pruszkowskiegoFoto: Adam Tuchlinski/Reporter / East News

Warszawa, maj 2003 r. Sąd ogłasza wyrok w sprawie przywódców gangu pruszkowskiego

Niedługo jednak nacieszył się wolnością. Za kratki trafił kolejny raz, w 2012 r., za rozboje, wymuszenia i inne przestępstwa z lat 1995-2003. „Parasol” dostał wtedy półtora roku, ale jeszcze przed wyrokiem zdążył odsiedzieć ten okres w areszcie. Wyszedł więc z sądu jako wolny człowiek. Absurdalnie niski wyrok sąd tłumaczył błędami prokuratury, która oparła się przede wszystkim na zeznaniach świadków koronnych.

Wrzesień 2012 r. Antyterroryści na korytarzu sądu okręgowego w Warszawie. Sąd rozpoczął ogłaszanie wyroku w procesie szefów i członków gangu pruszkowskiegoFoto: Grzegorz Jakubowski / PAP

Wrzesień 2012 r. Antyterroryści na korytarzu sądu okręgowego w Warszawie. Sąd rozpoczął ogłaszanie wyroku w procesie szefów i członków gangu pruszkowskiego

Proces ze szczegółami opisywała wówczas „Polityka”. Autor artykułu (a później również współautor książki „Nowy alfabet polskiej mafii”) Piotr Pytlakowski zadawał w nim wiele pytań, na które próżno by szukać odpowiedzi. Dlaczego tak niski wyrok dla pruszkowskich gangsterów? Dlaczego sędziowie pozwolili podsądnym przejąć kontrolę nad procesem? “Sędzia wykazała zrozumienie dla przemian, jakie zaszły w duszach domniemanych bandytów z gangu pruszkowskiego, ale wytłumaczenia dla prokuratorów nie znalazła. Byli niefrasobliwi, poszli na skróty, nie zweryfikowali zeznań świadków koronnych, nie przedstawili dowodów winy – monotonnie wyliczała grzechy. W ten sposób w finale długiego procesu prokuratorzy i gangsterzy zamienili się miejscami. Wyglądało, że ci drudzy mogliby nawet przywdziać togi i sami oskarżać” – czytamy w artykule z archiwum „Polityki”.

Kolejny raz Janusz P. trafił do aresztu w 2017 r. Wtedy prokuratura ze Szczecina aresztowała całą szajkę zamieszaną w wyłudzanie podatku VAT. Grupa – specjalizująca się w „karuzelach vatowskich” oraz wyłudzeniach – działała w Warszawie i we Wrocławiu. Należeli do niej m. in. „starzy pruszkowscy” – poza „Parasolem” również „Wańka” i „Słowik”. W sumie grupa miała wyłudzić prawie 200 mln zł. Parasol w maju 2020 r. wyszedł z aresztu za kaucją. Kolejny raz pokazał, że ma pieniądze. Wpłacił 120 tys. poręczenia majątkowego, mimo że oficjalnie zarabiał wtedy ok. 2 tys. zł miesięcznie. Sędzia pozwolił na opuszczenie aresztu ze względu na zły stan zdrowia P. (problemy z kręgosłupem – red.). Ale okres wolności znów nie trwał długo. Do aresztu trafił pod koniec stycznia 2021 r., głównie w sprawie przestępstw podatkowych. Wyszedł w maju 2021 r., ale w prokuraturze wciąż toczy się śledztwo.

Janusz P., wraz z Andrzejem Z. (ps. Słowik) i Leszkiem D. (ps. Wańka) są podejrzani o zastraszanie i próbę wymuszenia prawie 3,3 mln euro od jednego ze znanych biznesmenów. – Podejrzani usłyszeli m.in. zarzuty: kierowania gróźb pozbawienia życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu celem doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, wywierania bezprawnego wpływu na świadka oraz udaremnienia lub znacznego utrudnienia stwierdzenia przestępnego pochodzenia środków pieniężnych

Źródło: Online.mafia.pl; Warszawa.naszemiasto.pl; Onet.pl, „Polityka”; PolskaTimes.pl; „Nowy alfabet mafii” (Ewa Ornacka, Piotr Pytlakowski)

O Ryszard Zieliński

E-mail: ryszard.zielinski@sledcza24.tv Telefon: +48 534 890 426

Zobacz także!

Tomasz O. usłyszał zarzut. Grozi mu do 8 lat więzienia

Tomasz O. usłyszał zarzut. Grozi mu do 8 lat więzienia Prokuratura Regionalna w Warszawie od …

Krzysztof Sz. zatrzymany przez służby. Mógł mieć związek z „aferą podsłuchową”

W weekend zatrzymany został Krzysztof Sz., założyciel jednej z dużych agencji detektywistycznych. Podejrzany usłyszał zarzut …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *